Kronika

23 sierpnia 2016

Czerwiec - sierpień 2016

Zawrzało na budowie! Prace ruszyły „z kopyta” w tempie, w jakim zazwyczaj nasze konie pędzą do suchego chleba i marchewki. Wzięłyśmy więc przykład z kopytnych. No cóż, jeżeli konik polski potrafi, to polska karmelitanka – tym bardziej.

Rzecz jasna, żadnego pędu by nie było, gdyby nie Wasza pomoc i zaangażowanie. Całym, karmelitańskim sercem dziękujemy za działania „zdalnie sterowane” w postaci wpłat na nasze konto: za modlitwy zasilające nasze konto duchowe oraz za wpłaty pieniężne, zasilające nasze konto bankowe. Dziękujemy Dobroczyńcom zaangażowanym w działania bezpośrednie czyli zmagających się z oporem materii na miejscu. Zdajemy sobie sprawę z różnorakich kosztów, które ponosicie, aby powstały szczegółowe projekty prac wykończeniowych, a następnie, aby prace te zostały wykonane „w realu”.

Z radością opowiemy o szczegółach podejmowanych działań.

W czerwcu położone zostały tynki wewnętrzne w kaplicy. Okazało się, że pewnych trudności nastręczyły łuki nad oknami, oraz łuk w miejscu, gdzie ma być umieszczone tabernakulum. Jednak dzięki dobrej woli i determinacji konsultantów teoretycznych, jak i praktycznych wykonawców – udało się uzyskać zadowalający efekt. Posiadamy łuki w stylu romańsko-współczesnym.
Pod koniec czerwca nasz Architekt oraz jego współpracownicy umożliwili nam złożenie dokumentacji związanej z dobudową przedsionka do kaplicy. Przedsionek okazał się konieczny, ponieważ piękne, dębowe, główne drzwi wejściowe do kaplicy nie dały rady utrzymać swej estetyki jak i osadzenia w zawiasach po przebytej zimie. Drzwi poszły na rehabilitację do warsztatu wykonawcy, my zaś – musimy mieć przedsionek, minimalizujący efekty atmosferyczne zachodzące w suchohuckiej krainie. W lipcu uzyskałyśmy pozwolenie na budowę. Swoją droga, jeżeli komuś brakuje adrenaliny, a waha się skakać na bungee, proponujemy zanurzyć się w formalno-prawnych meandrach stawiania „przybudóweczki”. Jeżeli chodzi o stronę praktyczną, ponieważ w zadowolenie wprawiły nas umiejętności panów, którzy obudowywali klinkierem kaplicę, chciałyśmy ponownie skorzystać z ich usług. Ostatecznie, w sierpniu udało się zmontować ekipę i dogadać szczegóły.
Tymczasem lipiec eksplodował dalszym postępem wykonawczym. W kaplicy została położona izolacja podłogowa, niezbędna do wykonania ogrzewania podłogowego. W związku z postępem prac budowlanych oraz naszą postępującą nadzieją, że być może uda się odprawić Pasterkę w nowej kaplicy (!), musiałyśmy pomyśleć nad rekonstrukcją naszego ogrodzenia. Dotąd bowiem można było dostać się do kaplicy jedynie przechodząc przez teren klauzury. Wpuszczani więc byli pracownicy – poza tym jednak wstęp był wzbroniony. A przecież chcemy, aby kaplica służyła nie tylko nam,
ale i wszystkim przybywającym osobom, zarówno tym spragnionym modlitwy jak i zwyczajnie tym ciekawym jak wygląda wnętrze karmelitańskiej kaplicy. Kiedy obmyśliłyśmy plan, z pomocą przyszedł nam pan Ryszard – działający profesjonalnie w branży ogrodzeniowej. Pan Ryszard bezinteresownie pomaga nam od początku fundacji, wynajdując przeróżne sposoby spełnienia naszych potrzeb bycia zarówno zamkniętym jak i otwartym. Tym razem przywiózł dla nas kolejne fragmenty przenośnego ogrodzenia wraz z bramami. Dzięki temu mogłyśmy zagospodarować teren tak, aby ludzie mieli swobodny dostęp do kaplicy, a my – abyśmy nadal mogły zażywać odrębności klauzury. Zyskał także nasz starszy pies, który lubi z bliska doglądać terenu budowy i krzątających się tam pracowników. Jednak zbyt bliski kontakt mógłby grozić pogryzieniem. Obecnie uzyskałyśmy efekt, że „wilk syty i owca cała”, a raczej – pies syty i robotnik cały: domowy pupil może zza kraty do woli pilnować porządku na budowie.

Na tym jednak nie skończyła się wakacyjna epopeja ogrodzeniowa. O czym bywalcy doskonale wiedzą – nasz teren ogrodzony jest siatką leśną, przybitą do wkopanych w ziemię drewnianych bali. Jednak z upływem lat niektóre bale spróchniały, niektóre bramy wykrzywiły się, opadły z zawiasów i, generalnie, miały kłopoty z realizacją programu „w te i we w te”. Ponadto, w związku z naszym udrażnianiem dojścia do kaplicy, trzeba było zadbać o dobre zagrodzenie pastwiska dla koni, pastwiska sąsiadującego z kaplicą. Nasze koniki bowiem to zwierzęta przyjazne i pobożne, mogłyby nabrać chętki na sprawdzanie czy goście nie mają jakiegoś smakowitego jabłuszka ukrytego w kieszeni, a następnie mogłyby chcieć wspólnie zajrzeć do kaplicy. Zatem, podsumowując: zatrudniłyśmy osoby z pobliskiej okolicy, wykonujących prace ogrodzeniowe. W drugiej połowie sierpnia prace zostały ukończone.

W sierpniu także działały na budowie dwie ekipy hydraulików. Jedni zajmowali się kładzeniem instalacji (czyli podłączali skomplikowany system rurek), związany z ogrzewaniem podłogowym. Sprawa okazała się bardziej skomplikowana, niż pierwotnie wszyscy zakładaliśmy. Jednak dzięki determinacji fachowców udało się pokonać piętrzące się trudności, choć wydłużyło to prace o kilka dni. Natomiast druga ekipa hydrauliczna działała w naszej kotłowni. Montowała bufor, potrzebny aby zadziałał zarówno system grzewczy w domu mieszkalnym jak i w kaplicy. Siostry dbające o ciepło naszego ogniska domowego, czyli zajmujące się paleniem w piecu i pilnowaniem instalacji w taki sposób, abyśmy przedwcześnie nie wystrzeliły do nieba, muszą teraz opanować nowy system grzania, przełączania połączeń i gospodarowania opałem. Efektem ubocznym pracy bufora jest tropikalna temperatura w naszej kotłowni. Nie spostrzegliśmy się bowiem, że bufor jest nie-zaizolowany. Obecnie jesteśmy w trakcie prac nad obłożeniem go izolacją zewnętrzną, która pozwoliłaby wytrzymać w kotłowni siostrom pracującym tam w pełnych habitach oraz kocicy wylegującej się w pełnym futrze.

Ostatnim akordem sierpniowych prac budowlanych było wylanie posadzki w kaplicy. Profesjonalna ekipa uczyniła to w jeden dzień.

Bardzo cieszymy się, że tyle udało się zrobić. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego. Zapewniamy o modlitwie! Chciałybyśmy „pociągnąć” dalsze prace. W najbliższym czasie czeka nas: instalacja oświetlenia (mamy już projekt, efektywny, a najtańszy z możliwych). Następnie – ocieplenie dachu, wentylacja, suszenie wnętrza...

Chociaż prace budowlane zdominowały okres wakacyjny, działy się u nas i inne rzeczy. W lipcu, pan Ryszard od lat wykonujący prace wymagające koparki (nie ten od ogrodzenia), pracował wraz z synem nad poprawieniem naszego drenażu. Budując klasztor zastosowałyśmy bowiem skandynawski system oczyszczania ścieków. System ekologiczny, dobrze sprawdzający się w skandynawskich krainach. Jeno okazało się, że ścieki polskie najwyraźniej różnią się od zagranicznych i wybijają u nas, bardzo ekologicznie, koło brzózek. Pan Ryszard pogłębił i rozbudował drenaż. Niestety – trochę pomogło a trochę nie, i musimy myśleć o dalszym udoskonaleniu oczyszczalni.

Pan Marek, syn pana Ryszarda, pracował po wielokroć kosząc trawę i torując pożądane ścieżki w łąkowej gęstwinie – ścieżka do skrzynki na listy, ścieżki do podlewania nowo posadzonych tui... Co jak co, ale trawa obrodziła w tym roku wyjątkowo.

Nie tylko my budowałyśmy – w połowie czerwca ruszyła budowa domu-pustelni naszej sąsiadki. O tej idei, ucieleśniającej się coraz bardziej, pisałyśmy wcześniej w Kronice. Budowa wymagała głębokich wykopów pod fundamenty, a znaczną część wydobytej ziemi przyjęłyśmy na nasz teren. W efekcie uzyskałyśmy prywatny „Giewont”. Na usypane zwały ziemi najpierw zaczęłyśmy się wspinać my, potem nasze psy (zachwycone nową zabawą), a po kilku tygodniach odkryłyśmy na szczycie ślady końskich kopyt. Nasze „baryłeczki” znalazły najłagodniejszy stok i delektują się wspinaczką. Skądinąd ziemia przyda nam się do (dużo) dalszych prac budowlanych, np. do zbudowania ziemianki. Ponieważ nie posiadamy piwnic, chciałybyśmy mieć ziemiankę, gdzie mogłybyśmy przechowywać zapasy owocowo-warzywne. Ale to jest „melodia dalekiej przyszłości”.

A miałybyśmy z czego robić zapasy! Siostry zajmujące się ogrodem, zbierają w tym sezonie obfite plony – obrodziła fasolka (szparagowa i strączkowa), udał się bób i pomidory. Obficie wystąpiły kabaczki, pojawiło się nieco kalarepki. Kwitną też kwiaty – słoneczniki, dalie... Dziękujemy wszystkim Ofiarodawcom, dzięki którym możemy ucieszyć zarówno nasze oczy jak i żołądki.
Dziękujemy też wszystkim osobom obdarowujących nas żywnością. Dzięki Wam jemy smacznie, zdrowo i do syta.

Siostry zajmujące się psami również nie narzekały na brak zajęcia. Na początku czerwca niezbędna okazała się operacja naszego starszego psa, chorującego na ucho. Nasi Przyjaciele-Weterynarze przyjechali i wykonali zabieg na miejscu. Po zasięgnięciu rady ekspertów, zdecydowałyśmy się także na wykastrowanie naszego „Juniora”. „Junior” odzyskał formę bardzo szybko, „Seniorowi” zabrało to znacznie więcej czasu. Dzięki cierpliwości i determinacji naszych weterynarzy, po licznych konsultacjach i terapii wspomagającej, „Senior” odzyskał siły i zdrowie, powrócił do zażywania radosnego życia staruszka.

W dniach 22-23 lipca miało miejsce wydarzenie budujące naszą Wspólnotę w wymiarze duchowym. Odwiedził nas o. Saverio Cannistrà od Najświętszego Serca OCD, Przełożony Generalny naszego Zakonu. Latem odwiedzał klasztory sióstr, jesienią będzie przeprowadzał wizytację w klasztorach braci. Ojciec Generał jest Włochem, trudy podróży (ufamy, że także radości) dzielił z nim osobisty sekretarz i zarazem tłumacz, Polak, o. Rafał. Od lat z zainteresowaniem czytamy listy, jakie do naszego Zakonu kieruje o. Saverio. Jego spostrzeżenia dotyczące naszej karmelitańskiej rodziny, a także projekt jej odnowy jest dla nas bardzo inspirujący, czerpiemy z tego pomysłu. Możliwość osobistego spotkania z Ojcem Generałem, rozmowy na interesujące nas tematy były dla nas owocnym darem.

Cieszyły nas również inne wizyty, mniejszego kalibru jeśli chodzi o hierarchię zakonną, ale na pewno nie mniejsze pod względem istniejących więzi. Odwiedzali nas rodzice, rodzeństwo, dalsi krewni, przyjaciele. Zawsze jesteśmy przez nich obdarowywane „po same uszy”. Bo może i u karmelitanki uszu nie widać dlatego, że są schowane pod toką ale w czasie odwiedzin, naszych uszu nie widać także spod góry otrzymanych darów. Obdarowali nas także nasi Bracia – karmelici z Drzewiny. Tak jak i w zeszłym roku, podarowali nam dużą ilość drewna opałowego na zimę. Wystarczy na zagrzanie „morza wód” gromadzących się w naszym nowym buforze.

Pisząc niniejszy tekst, jesteśmy w przeddzień Wielkiego Spotkania Naszych Rodzin. Zaprosiłyśmy rodziców, rodzeństwo, kuzynostwo do nas po to, aby mogli wzajemnie się poznać i podzielić (niełatwym) losem posiadania w rodzinie karmelitanki bosej, mniszki klauzurowej (co oznacza, że od czasu wstąpienia do klasztoru nie bywamy w naszych domach). Na tę okazję wynajęłyśmy duży namiot wraz z krzesłami i stołami, odpowiedni do imprez polowych. Nasi bliscy włączyli się w przygotowania, zgadzając się zadbać o różne smakołyki niezbędne na grill-party (nie wspominając już o tym, że muszą przywieźć sobie grilla). My zaserwujemy zupę pomidorową z makaronem oraz „waflowiec” z kajmakiem. Po południu planujemy wspólne spotkanie, w zakonnej rozmównicy, z zachowaniem oddzielenia przez kratę. Ufamy, że wielkie spotkanie dobrze zapisze się we wspomnieniach uczestników. Wszak będzie można je powtórzyć.

Wszystkim wspierającym nas na rozlicznych frontach, składamy serdeczne “Bóg zapłać”. Pamiętamy w modlitwie, głęboko ufając, że Bóg nie tyle Wam zapłaci, co swoim kochającym, nieskończonym sercem hojnie odwzajemnia Waszą miłość do Niego.

PS. Wiadomość z ostatniej chwili: Wielkie Spotkanie Naszych Rodzin – udało się!

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
60 0.16394019126892