Kronika

29 maja 2017

Kwiecień i maj 2017

Zdobyłyśmy doświadczenie, że Triduum Paschalne, chociaż co roku obrzędowo przebiega bardzo podobnie, za każdym razem jest innym, niepowtarzalnym przeżyciem wewnętrznym. I wcale nie chodzi o to, że cyklicznie każda z nas odbywa podróż mistyczną w wymiarze kosmicznym, w czasie której oświecenie pogania zjednoczenie, a obecność Boga jest tak wyraźna, że nic, tylko kontemplować. Tak nie bywa. Jednak bywa „coś” podarowane, tak iż wiemy, że „wejście” w Triduum – zmienia. Bycie w Triduum jest trudne, wymagające, o wyraźnym rysie postu, długich godzin spędzanych na modlitwie wspólnotowej i indywidualnej, z milczeniem (bywa, że uciążliwym, bo uniemożliwiającym „spuszczenie napięcia” w towarzyskiej pogawędce) i samotnością (bywa, że równie uciążliwą). Ów wysiłek prawdopodobnie wynika z kondycji ludzkiej. Niczego nim nie zarabiamy i nie ma on przełożenia na to, co otrzymujemy od Boga. A otrzymujemy „coś”, co każe nam co roku wyczekiwać na Triduum z tęsknotą. W Noc Zmartwychwstania następuje radykalne zerwanie z ciszą i samotnością, tak że po kilku dniach – o ironio! – każda z nas „ogląda się” za jakimś cichym Dniem Pustyni, w którym można by odpocząć od gwaru i świętowania.

W tym roku liturgię Triduum sprawowali: w Wielki Czwartek – ks. Wincenty (posiadający dużą wprawę w posługiwaniu naszej Wspólnocie), w Wielki Piątek – Bracia z Drzewiny, zaś w Noc Zmartwychwstania – ks. Tomasz (także weteran w posłudze). Wraz z nami, po świeckiej stronie rzeczywistości, Triduum przeżywały 2 przyjaciółki naszej Wspólnoty. W Nocy cieszyłyśmy się także obecnością wspólnoty neokatechumenalnej z Trąbek Wielkich, wraz z ich duszpasterzem (blisko z nami zaprzyjaźnionym) – ks. Edwardem. Od Rodziny zaangażowanej w „Neo” otrzymujemy wieloraką pomoc, tym razem Głowa Rodziny zaimponowała nam zapaleniem paschału od ogniska. Serio. W tym zakresie dysponujemy bogatym materiałem wspomnieniowym – raz przy silnym wietrze opaliło celebransowi twarz, tak iż rzęsy prawdopodobnie uległy utylizacji (ale nie poddał się i zapalił). Innym razem po upływie 20 minut zaczęłyśmy się zastanawiać: „Czy odpalimy?!”. Testowałyśmy już kilka sposobów „odpału”: na węgielek, na smolne szczapki, używamy szklanej osłony na górę Paschału... W tym roku z góry nastawiłyśmy się, że „będzie trudno”, bo wiał silny wiatr, a śnieg sypał przelotnie. Tymczasem... dwie minuty i gotowe, paschał płonie, procesja rusza. To był moment, kiedy przeżyłyśmy zaskoczenie właściwe Zmartwychwstaniu.

Paschalne emocje nie zdążyły jeszcze opaść, gdy wzbiły się w nas emocje związane z obłóczynami naszej Siostry. Po półtorarocznym postulacie, Siostra otrzymała habit naszego Zakonu wraz z imieniem zakonnym. Rozpoczęła dwuletni okres nowicjatu (na bardziej szczegółową relację, zapraszamy do działu Formacja).

3 maja, w Uroczystość Najświętszej Maryi Panny, zorganizowałyśmy tegoroczne (II w historii) Spotkanie Rodzin. Nasi bliscy z radością podjęli zaproszenie. Od ostatniego spotkania mniej lub bardziej utrzymywali ze sobą kontakt, więc na propozycję spotkania zareagowali jak dobrzy znajomi. Ani my, ani nasi bliscy nie chcieli pomijać smutnego rysu tegorocznego spotkania, jakim był dotkliwy brak Taty Jerzego. Chcieliśmy uszanować jego miejsce w naszej Rodzinie – był obecny we wspomnieniach, w rozmowach, także podczas homilii i w czasie modlitw.

Kilka dni później, jedna z nas obchodziła 40 urodziny. Do siostry przyjechali Rodzice, hojnie obdarowując tak jubilatkę jak i całą Wspólnotę.

Kilka dni później (aż dziw, że maj może tyle pomieścić, co najmniej jakby był tegorocznym kwietniem) – miałyśmy warsztaty rozwoju osobistego. Prowadziła je psychoterapeutka od lat pomagająca w konsekrowanym środowisku. Podarowała nam piękny czas wzajemnego spotkania, lepszego wglądu w siebie oraz popatrzenia z innej (bywa, że dotąd nieuruchomionej) strony na siostrę. To już kolejne, dobre doświadczenie w zakresie tego typu pracy w naszej Wspólnocie. Z powodów technicznym było krótkie, więc umówiłyśmy się na część II.

W połowie maja z wyżyn osobistych rozwojów i przeżyć siostrzano-religijnych ściągnął nas przydomowy separator tłuszczu. Swoje niezadowolenie objawił poprzez wybijanie wody w zlewach kuchennych i stanowczą odmowę odprowadzania wody po myciu naczyń. Najpierw próbowałyśmy zaradzić temu chałupniczo, przy pomocy przetykania rur „kretem” i laniem wrzątku. Nie pomogło. Potem poratowali nas robotnicy pracujący u nas na budowie – także nie pomogło. Potem pracujący u nas Pan Marek odkopał separator tłuszczu i częściowo go opróżnił – dalej nic. Następnie nasza podpora z neokatechumenatu, wyrwana z gęstego wiru codziennej pracy, przyjechała ze znajomym hydraulikiem. Pierwsza wizja lokalna i próba udrożnienia spiralą nie pomogła na spuszczanie wody, ale wniosła nowe pomysły. Następnego dnia Pan hydraulik przyjechał ze swoim pracownikiem i w pocie czoła remontowali separator (naprawdę w pocie, gdyż w międzyczasie nastał upał). Udało się osiągnąć przepustowość wody, lecz potrzebne są dalsze prace, w dogodniejszym dla wszystkich terminie.

Tymczasem znów mamy budowę na terenie Klasztoru. Ruszyło stawianie bardzo pożądanego przez nas obiektu, jakim jest zakonny grobowiec. Także po śmierci pragniemy być dla świata znakiem dobrego życia wspólnotowego. W tej perspektywie może łatwiej będzie Państwu zrozumieć dlaczego inwestujemy w warsztaty z komunikacji, osobistego rozwoju itd. To dobre narzędzie poprawiające jakość życia kontemplacyjnego, za życia i po śmierci (nie wspominając już o tym, że nabyte umiejętności zachowamy w życiu wiecznym)...

Zmiany jakościowe dotknęły także klasztorną furtę. Pomieszczenie w którym była zainstalowana tymczasowa kaplica, przekształciłyśmy na rozmównicę. Jest duża i przestronna, wstawiłyśmy do niej wygodny stół z krzesłami a także mniejszy stolik i trzy fotele. Odwiedzający nas nie muszą się już tłoczyć przy obiedzie, ani cierpieć z powodu odgnieceń spowodowanych długim siedzeniem na twardym krześle. Dokupiłyśmy także szafek (tego samego typu, o którym pisałyśmy wcześniej), dzięki czemu nasza klasztorna logistyka rzeczy uległa znaczącej poprawie. Poza aspektem praktycznym, jest po prostu ładniej.

 

Zmiany, naprawy, przeróbki i udogodnienia mogą mieć miejsce dzięki hojności naszych Ofiarodawców: stałych bywalców, przyjaciół, jak i osób, których bliżej nie znamy. Czasem znamy tylko imię i nazwisko regularnie powtarzające się na wyciągu bankowym. Zapewniamy, że my dbamy abyście regularnie byli obecni w naszej modlitwie. Serdecznie dziękujemy za hojność i dobroć. Mamy nadzieję, że Wy również możecie doświadczać tego w swoim życiu.

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
60 0.15439605712891