Kronika

13 czerwca 2016

Kwiecień - maj 2016

Pod koniec marca, wraz z całym Kościołem, zostałyśmy zanurzone w czas Triduum Paschalnego. Liturgię w poszczególne dni, sprawowali Księża zaprzyjaźnieni z naszą Wspólnotą. W tych dniach obowiązuje w klasztorze głęboka cisza. U nas zwykle nie jest zbyt głośno – poza hałasem „technicznym”, związanym z budową czy używaniem sprzętów gospodarczych, swobodne, głośniejsze rozmowy toczą w określonych momentach dnia, podczas rekreacji. Jednak od Mszy Wieczerzy Pańskiej do Wigilii Paschalnej cisza zapada szczególna – nie używamy klasztornego dzwonu („normalnie” m.in. zwołującego nas do chóru), lecz zastępujemy go drewnianą kołatką. Komunikowanie spraw bieżących jest ograniczone do minimum. Liturgię godzin w dużej części śpiewamy – niektóre melodie używane są tylko raz w roku, specjalnie na określony dzień Triduum. Pozostałe godziny brewiarzowe odmawiamy wspólnie ale pół-szeptem. Czas wypełniony jest modlitwą, adoracją – tak, jak umiemy, staramy się naprawdę być razem z Jezusem.

Światło i głos wdzierają się do tej ciszy w Noc Zmartwychwstania – zarówno liturgicznie jak i w ramach komunii siostrzanej. Kilka pierwszych dni Świąt wypełnionych jest wspólnymi rozmowami, zabawą, spacerami w obrębie klauzury. Po wielkopostnej przerwie – kontaktujemy się z rodzinami telefonicznie lub goście przyjeżdżają do nas...

Jednak tegoroczna Niedziela Zmartwychwstania w sposób wyjątkowy podniosła nam adrenalinę. Był to jeden z pierwszych cieplejszych dni tej wiosny i po południu jedna z sióstr zabrała psy na przechadzkę. Pech chciał, że w tym samym czasie, także jadowita żmija zygzakowata postanowiła zażyć słonecznej kąpieli. W zaroślach wytropił ją Sezam, nasz młody pies, mający naturę wielkiego łowczego. Tym razem jednak słono zapłacił za brak doświadczenia – żmija bowiem zaczęła syczeć i dawała sygnały, aby się nie zbliżał. Kiedy jednak zignorował te subtelne komunikaty, „zarobił” jadowitymi zębami prosto w psią mordkę. O własnych siłach zdołał jeszcze dojść na podwórko przed domem, lecz w ciągu kilku krótkich minut zaczął tracić przytomność. Szczęśliwie, nie straciłyśmy jej my –podjęłyśmy akcję ratowniczą. Zaprzyjaźnione z nami małżeństwo weterynarzy, odebrało dramatyczny telefon („środek” Świąt!): „Co robić?”. Po szybkich konsultacjach – podałyśmy w zastrzyku antytoksynę jadu żmij. Uratowało to psu życie. Komplikacji było jeszcze trochę, jednak anielska cierpliwość i wiedza naszych przyjaciół, znających się na zwierzęcej medycynie, sprawiła, że mamy happy end.

Z czasem okazało się, że w nadchodzącym sezonie letnim żmije zygzakowate mają się wyjątkowo dobrze – spotkać je można stosunkowo często. Morał z tego taki, że w naszej okolicy należy chodzić wyłącznie w kaloszach. A oprócz podziwiania piękna przyrody wokół siebie, należy podziwiać to, co pod nogami. Żmija jest bowiem zwierzęciem chronionym, przeznaczonym do podziwiania ale i do omijania.

Poniedziałek w Oktawie Wielkanocy świętowaliśmy w poszerzonym składzie karmelitańskim. Zgodnie z tradycją, przyjechali do nas Bracia z Drzewiny – mieliśmy wspólną Eucharystię, a po niej – spotkanie w rozmównicy. Nieco później, odwiedził nas także nasz Prowincjał – o. Jan.

W naszej Wspólnocie włączyłyśmy się w obchody Roku Sienkiewiczowskiego. Nabyłyśmy drogą kupna audiobooki z Trylogią! Znakomicie czyta ją jeden z polskich aktorów. Obecnie, podczas posiłków, słuchamy Potopu. Przyjemność płynąca z tego faktu jest wieloraka – przypominamy sobie historię Polski, a zarazem klasykę literatury. Przypominamy sobie również język staropolski – ile zabaw i kalamburów można ułożyć na tej podstawie. Azaliż zbyt dużej eksperiencji w tej materii jeszcze nie posiadam, jednak jeśli Waszmości jakową klemencją się wykażą, nie jedno na tym polu zwojować możemy 

Niedługo po Świętach, ku naszej radości i przekonaniu, że to także w tym także jest ślad Zmartwychwstania – wznowiłyśmy prace budowlane! Jak w przypadku wszystkiego, co budujemy, stało się to możliwe dzięki Wam, naszym przyjaciołom, dobrodziejom i ofiarodawcom. Podjęte zostały prace związane z wykuciem otworu drzwiowego w ścianie garażowej, tak aby połączyć kaplicę z mieszkalną częścią klasztoru. Zostały wykonane pierwsze prace z zakresu instalacji elektrycznej. Obecnie czekamy na rozpoczęcie prac związanych z kładzeniem tynków wewnątrz kaplicy, a potem na „wejście” hydraulików. Zdecydowałyśmy się, aby w kaplicy zainstalować ogrzewanie podłogowe. Rozwiązanie nie jest tanie, ale – w dłuższej perspektywie – energooszczędne i opłacalne. Jest też inny aspekt – znaczną część dni spędzamy w chórze, także klęcząc lub siedząc na podłodze; a zatem „oddolne” ciepło stanowi w Karmelu sprawę istotną.

Nieocenione, zaprzyjaźnione z nami Siostry Benedyktynki Samarytanki z Parchowa przywiozły nam pięknie odrestaurowane tabernaculum oraz klęczniki. Dwa z nich już przydają się ludziom przychodzącym do naszej prowizorycznej kaplicy. Z braku miejsca nie możemy wstawić ich więcej, jednak nie zawahamy się ich użyć w kaplicy docelowej.

W połowie kwietnia przyjechały na rekolekcje dwie Siostry Zmartwychwstanki. Cieszymy się, że mogłyśmy się poznać!

4 Niedzielę Wielkanocy tradycyjnie nazywa się Niedzielą Dobrego Pasterza (w tym dniu czytana jest Ewangelia o Jezusie – Dobrym Pasterzu). W Karmelu mamy zwyczaj, że z tej okazji „zauważamy” naszą Przeoryszę – dziękując za wysiłek i trud, który wkłada, aby zarządzać karmelitańską trzódką. Nowicjat przygotowuje życzenia, zwykle w rozbudowanej formie. W tym roku naszej Przeoryszy życzenia składał piękny, fioletowy motyl... Przygotowujemy drobne upominki, np. ręcznie robione kartki okolicznościowe, plecione różańce i inne. W tym roku jedna z Sióstr podarowała namalowaną przez siebie ikonę Św. Naszej Matki Teresy od Jezusa – odtąd ikona zdobi nasz refektarz. Aby jednak nadmiar perfekcyjnie przygotowanych niespodzianek nabrał właściwego balansu, inna z sióstr przygotowała... tort. Oczywiście, też miał zadośćuczynić doskonałości mistrzów cukiernictwa, jednak „cóś” pod drodze nie wyszło i z tortu wypłynęła cała masa. Przy pomocy intensywnego schładzania, udało się osiągnąć efekt, że kawałki ciasta w sosie czekoladowym można było wyjadać łyżeczką z miseczek. Najważniejsze, że wszystkim smakowało . Spędziłyśmy ten dzień na siostrzanych rozmowach, wspólnym spacerze oraz oglądaniem wybranego przez Matkę filmu.

Pod koniec kwietnia miałyśmy... szkolenie z udzielania pierwszej pomocy medycznej. Po wypadku z psem i żmiją w roli głównej, odpominając sobie również inne przygody tego typu, boleśnie uświadomiłyśmy sobie, że jeżeli coś dramatycznego stałoby się którejś z nas (lub któremuś z gości) – nie bardzo umiemy pomóc. A trasa od Klasztoru na pogotowie zajmuje dużo czasu, którego w niesprzyjających okolicznościach można nie mieć. Z pomocą przyszły nam dwie zaprzyjaźnione adeptki medycyny – jedna kończąca już studia, a druga pracująca już zawodowo. Owe dzielne niewiasty (Hipokrates z pewnością jest z nich dumny), przygotowały dla nas odpowiednie prelekcje (z użyciem filmików internetowych), a co najważniejsze – przyniosły odpowiedni sprzęt, na którym mogłyśmy ćwiczyć m.in. resuscytację krążeniowo-oddechową. Pod ich kierownictwem, odgrywałyśmy też „scenki”, w ramach których trzeba było odgadnąć co dolega siostrze zgłaszającej objawy chorobowe (lub „wypadkowe”) i udzielić stosownej pomocy. No cóż, niewątpliwie życie ludzkie jest w rękach Boga, jednak od tego momentu lepiej umiemy włączyć się w Bożą misję.

Nasi goście często bywają oryginalni, jednak osoba, którą przyjęłyśmy na początku maja – uplasowała się w czołówce. Zawitał do nas... Św. Michał Archanioł, reprezentowany przez rzeźbę z Sanktuarium Św. Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo (na górze Gargano). Pod opieką Ojców Michalitów, Archanioł peregrynował po diecezji pelplińskiej, a dzięki zaprzyjaźnionemu Księdzu Proboszczowi zawitał do nas na jedną noc. Miałyśmy z nim (Archaniołem, nie z Proboszczem) swoje sprawy do omówienia, m.in. prośbę o ochronę ludzi i zwierząt przed ukąszeniem żmii. W przekazie biblijnym, Święty Michał Archanioł poskromił smoka, uznałyśmy więc, że ma odpowiednie doświadczenie w branży gadowej. Niech wierzy, kto chce, ale od czasu wizyty Świętego Archanioła Michała, nie miałyśmy spotkania z zygzakowatą pięknością.

6 maja rozpoczęłyśmy nowennę do Ducha Świętego. W Wigilię Zesłania, przyjechali do nas Bracia z Drzewiny, wraz z Ojcem Definitorem (jednym z wice-generałów naszego Zakonu), abyśmy w „rodzinnym” karmelitańskim, gronie mogli prosić o zanurzenie w Duchu Świętym. Wraz z nami modliły się także dwie przyjaciółki naszej Wspólnoty, obstawiając w ten sposób i świecki wymiar Karmelu. W czasie mszy św. wigilijnej odczytaliśmy 6 przepisowych czytań (łącznie z Ewangelią), zaś okadzanie kadzidłem wyszło nam tak znakomicie, że Duch Święty stępował w widomej postaci.

Obecnie przygotowujemy się do obchodów Bożego Ciała. Zgodnie z suchohuckim zwyczajem, także obchodzimy je w karmelitańskim gronie. Przyjadą Bracia z Drzewiny i po odprawieniu Eucharystii, udamy się na procesję z Najświętszym Sakramentem. Będziemy chodzili śpiewając i modląc się po terenie naszej klauzury. Jako że łaska Boża przekracza wszelkie schematy, przekracza też i ramy klauzury – a zatem ufamy, że spocznie i na naszych sąsiadach, na okolicy w której mieszkamy, na naszych bliskich, przyjaciołach, a także – i to obficie! – na tych, których stosunki z Bogiem są wrogie lub nie ma ich wcale.

Ponieważ myśli odbiegają nam ku przygotowaniu ołtarzy na procesję, kończymy internetowy wpis, serdecznie pozdrawiając .

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
60 0.14784216880798