Kronika

3 kwietnia 2018

Marzec 2018

Co prawda znamy powiedzenie: „W marcu jak w garncu”, ale tegoroczny marzec, jak dotąd, bardziej pasowałby do czegoś w stylu: „W marcu jak w zamrażalce”. Mrozy dały się nam we znaki. Zarówno siostrom w kotłowni walczącym o utrzymanie ciepła domowego ogniska, jak i siostrom próbującym zewnętrzne szlaki komunikacyjne udrożnić z zamarzających opadów atmosferycznych. W czasie jednej z akcji odśnieżania nasz traktorek dał radę się zepsuć. Sprawa okazała się poważna, co stwierdził Pan Wojtek, niezawodnie przybyły z odsieczą. Nawaliła pompa paliwowa. Podczas jednej z kilku prób naprawczych zażyłyśmy fitness’u na świeżym powietrzu, który polegał na pchaniu zepsutego traktorka pod górkę. Fantastyczna sprawa, radzimy spróbować. Odświeżone i dotlenione na skutek tego wyczynu, a więc skore do rozwiązań innowacyjnych i śmiałych, oddałyśmy pompę do naprawy.

Jak śnieg przestał padać i „wychynęło” słonko, z radością rzuciłyśmy się w wir spaceru wiosennego. O mało nie zamarzłyśmy w tym wirze, bo przez parę dni jak było słonecznie tak i bardzo mroźno. Obecnie da się odczuć pewne ocieplenie lecz podchodzimy do niego z ograniczonym zaufaniem, demonstrując ociepleniu czapkę i rękawice.

W domu dzieje się wielkopostnie, w więc trochę ciszej niż zwykle. Dzięki temu znajdujemy nowe sposoby, aby obchodzić ważne dla nas rocznice – i tak uczciłyśmy kolejną 40-latkę w naszym gronie, obeszłyśmy odnowienie profesji jednej z sióstr oraz okazywałyśmy wielką wdzięczność i sympatię św. Józefowi.

W tym roku uroczystość św. Józefa, Oblubieńca NMP, była dla nas szczególna bo i św. Józef szczególnie do nas zawitał. Kilka miesięcy wcześniej, Bracia Dominikanie z Gdańska, przysłali do nas maila z pytaniem, czy nie przyjęłybyśmy starej figury św. Józefa? Odpowiedziałyśmy, że chętnie przyjmiemy Józefa pod nasz dach. I rzeczywiście, przywiózł go jeden z Braci Kaznodziejów. Opowiadał, że byłyśmy jedynym klasztorem, który odezwał się na ich odezwę. W sumie to, co my zrobiłyśmy, to jedna sprawa, a co zrobił św. Józef, to druga sprawa. Być może po prostu CHCIAŁ do nas przyjechać i sobie to załatwił. Widać, że łatwego życia nie miał i w najlepszym stanie nie jest (on sam jak i mały Jezus trzymany na rękach). Staramy się więc zapewnić im odpowiednią rekonwalescencję, w czym pomagają nam fachowcy. W pierwszej kolejności zalecili pozwolić gościom się umyć. Odnowa biologiczna „spa” chyba przypadła utrudzonym do gustu. Nie ma jednak nic ponad nasze towarzystwo: św. Józef z Jezusem stoją w przedchórzu i są często przez nas zagadywani, uczestniczą też w zakonnych ceremoniach.

Na tym nie koniec, otrzymałyśmy także portret św. Józefa od kilkuletniej Franciszki. Został namalowany farbami i ozdobiony brokatem, by nawet skromny Józef mógł zabłysnąć. Bohater obrazu, zgodnie z klasyczna symboliką, trzyma w ręku lilię oraz hebel. Rodzice Franciszki oprawili całość w odpowiednią ramkę. Ten uroczy obrazek dziecka skłonił nas, „stare konie”, do refleksji. Obrazek wywołuje uśmiech i rozczulenie nad dziecięcym sposobem wyrazu. Ale czy nasz, dorosły sposób obrazowania jest lepszy? Czy nasze wysublimowane ikony, obrazy, te w sztuce, ale także te mentalne, tkwiące w głowie, czy faktycznie tak „bardzo lepiej” oddają rzeczywistość świętych i Boga samego? Dobrze nam popatrzeć na obrazek Franciszki i podumać nad naszym własnym sposobem myślenia i przedstawiania rzeczywistości duchowej.

Dumamy, dumamy, a św. Józef chyba dobrze się u nas czuje, bo skutecznie zaradza różnym naszym potrzebom, zgrabnie łącząc rzeczy duchowe z materialnymi.

Na pewien czas, do naszego chóru, zawitał także Jezus Miłosierny. Ufamy, że On stale z nami przebywa, lecz teraz uobecnił się szczególnie w postaci (wysublimowanej) ikony. Namalowała ją siostra karmelitanka z Gdyni-Orłowa. Dzieło sztuki powstało na zamówienie naszej sąsiadki, jednak jej dom nie jest jeszcze gotowy do zamieszkania. Z tej racji ikona zawędrowała do nas i – jak to biblijnie bywa – ci, co użyczają gościny, najwięcej na tym zyskują, zapewne więcej niż sam Gość.

Być może ta wzmożona ochrona jest nam potrzebna. W nocy z 12 na 13 marca wtargnął na nasz teren pijany mężczyzna. Sforsował bramę ale nie sforsował naszych psów. Zaczęły tak ujadać w domu, że większość z nas postawiły na nogi. Jeden z psów wypuszczony na zewnątrz, „usadził” intruza na miejscu, nie pozwalając mu się ruszyć. Drugiego psa nie wypuściłyśmy, ponieważ mógłby nie poprzestać na pilnowaniu, a błyskawicznie przejść do gryzienia. Mężczyzna był bardzo pijany, ostatecznie okazał się nie-agresywny. Wyproszony przez nas, wyszedł, a my naprawiłyśmy bramę. Tego typu incydent zdarzył się po raz pierwszy w historii naszego Klasztoru. Staramy się sprawy nie rozdmuchiwać ale też i nie bagatelizować. Baczniejszą uwagę zwróciłyśmy na zabezpieczenia jakimi dysponujemy. Zaś nasz dzielny pies-obrońca zyskał nowy, poważniejszy status w naszej wspólnocie: awansował na Prawdziwego Strażnika Wypróbowanego w Boju.

Pośród tych wszystkich wydarzeń, w międzyczasie modląc się, gotując, piorąc itd., powoli, powoli, przygotowujemy się do wielkich wydarzeń Wielkiego Tygodnia.

Wszystkim naszym Dobrodziejom, Przyjaciołom, Bliskim,
Wam, konkretnym osobom,
które znamy i są dla nas ważne,
a także Wam,
wszystkim ludziom, których w konkrecie nie znamy,
ale dla których szczerze pragniemy dobra,
i także sobie,
życzymy
aby Trójca Święta zabrała nas w przestrzeń Wydarzeń Paschalnych,
i aby spotkanie z Nią,
dla każdego inne,
przyniosło pokój i ukojenie w sercu.

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
60 0.15808200836182