Kronika

1 października 2013

PAŹDZIERNIK 2013

9 października zajechały do klasztoru, na pobyt stały, dwa koniki polskie: Pepe oraz Topór. Ich przyjazd poprzedziłyśmy starannymi przygotowaniami: wygrodzeniem terenu na którym konie będą mogły biegać, poszerzeniem „oczka wodnego” aby miały wygodny dostęp do wody, zebraniem siana w własnej łąki oraz zgromadzeniem owsa, jabłek i marchwi jako końskich przysmaków. Koniki zostały profesjonalnie przywiezione przez właścicieli zaprzyjaźnionej stadniny. Przybycie zwierzaków wzbudziło w nas żywe reakcje, tak iż w efekcie stopień przytomności umysłowej i napięcia emocjonalnego jaki prezentowałyśmy, był zbliżony do emocjonalności i umysłowości przybyłych źrebaków – dobrze, że fachowa obsługa zachowała zimną krew!

A wszystko zaczęło się od Pepe… który przyszedł na świat w niewielkim stadku należącym do naszych braci karmelitów. Pepe miał podwinięte pęciny, tak iż nie stawiał swoich przednich nóg tak, jak Pan Bóg konikowi przykazał. Został jednak wyleczony, my zaś podjęłyśmy decyzję o przyjęciu zwierzęcia „po przejściach” (to nasza lokalna tradycja, mamy już psa, z którym nie mogli wytrzymać właściciele oraz kocicę ze schroniska). W pobycie w suchohuckim klasztorze towarzyszy Pepemu przyrodni brat o wdzięcznym imieniu Topór. We dwóch stanowią już stado, co prawda specyficzne ale jednak, konik polski bowiem jest zwierzęciem, który w pojedynkę żyć nie może (czyli właściwie jak karmelitanka).
Zwierzęta okazały się narowiste, a przy tym dosyć towarzyskie, szczególnie lubią towarzystwo człowieka z jabłkiem (albo raczej: jabłka z człowiekiem). Należą do rasy, którą polscy naukowcy i hodowcy starają się odtworzyć, jako należącą do narodowego dziedzictwa. Koniki polskie można ujeżdżać, z założenia jednak są rasą dziką (w ramach hodowli: pół dziką), i tak też egzystują w naszym klasztorze. Oznacza to, że w każdych warunkach pogodowych przebywają na dworze, nie będą też ujeżdżane (chociaż jedna z sióstr potrafiłaby to zrobić!). W zamian za „wikt i opierunek” Pepe i Topór koszą (czyli zjadają) trawę i część krzaków, a czynią to zgodnie ze swoją naturą czynią około 16 godzin dziennie. Dostarczają też drogocennego nawozu, który ma być dobry zarówno dla dzikich malin jak i swojskich kabaczków, a obydwa te cymesy próbujemy hodować. Być może we współpracy końsko-ludzkiej uda się osiągnąć sukces.

15 października obchodziłyśmy, wraz ze wszystkimi braćmi i siostrami naszego zakonu, uroczystość Naszej Świętej Matki Teresy od Jezusa. Ta niezwykła kobieta, żyjąca w XVI wiecznej Hiszpanii, wstąpiła do zakonu karmelitanek w Avila. Po ponad 20 latach życia zakonnego, założyła klasztor karmelitanek bosych, czyli sióstr żyjących według reguły zreformowanej przez św. Teresę. Z czasem św. Teresa założyła wiele zreformowanych klasztorów, nie tylko sióstr ale także i braci. W efekcie stanowi unikatowy przypadek kobiety, która założyła męską gałąź zakonną. Nasze określenie bose (lub bosi w przypadku braci) nie oznacza, że chodzimy na bosaka czyli bez butów. Określenie to oznacza mniej więcej tyle, co zreformowane, prowadzące proste, skromne życie. Bardziej współczesne rodziny zakonne zaczęły używać określenia małe, np. mali bracia i siostry Jezusa.

W naszym suchohuckim klasztorze obchodzimy uroczystość Naszej Świętej Matki w systemie bratersko-siostrzanym: przyjeżdżają do nas bracia karmelici z Drzewiny, mamy wspólną eucharystię, a po niej spotkanie w rozmównicy, zogniskowane wokół wybranych tekstów z pism św. Teresy. Całość kończymy obiadem, który bracia zjadają w kontenerze przeznaczonym dla gości, my zaś w refektarzu (czyli w zakonnym pokoju stołowym).

Od 16 do 19 października siostry z nowicjatu miały bardzo interesującą sesję z tekstów Księgi mojego życia św. Teresy. Sesję poprowadził nasz brat karmelita z południowej prowincji. Siostry nowicjuszki mają też co dwutygodniowy „dokształt” z angelologii prowadzony przez księdza z naszej archidiecezji, zaś wszystkie siostry mogą uczestniczyć w warsztatach z filozofii prowadzonych przez księdza profesora należącego do oratorium św. Filipa Neri.

18 października nastąpiło tymczasowe zakończenie naszej budowy. Dzięki zebranym (czyli otrzymanym od Was) funduszom, udało nam się założyć fundamenty i wylać płytę pod przyszłą kaplicę oraz zakonny grobowiec. Chciałybyśmy bowiem być pochowane w obrębie swojego klasztoru (z rodziną raźniej), ze względów formalnych zaś nie jest możliwy pochówek w ziemi. Chociaż chwilowo żadna z nas nie wybiera się bezpośrednio w podróż do dalszego etapu życia, trzeba czasem pomyśleć o przyszłości, stąd nasz zapał do wzniesienia grobowca.

20 października obchodziłyśmy święto naszego nowicjatu. To karmelitańska tradycja, związana ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus (zwyczajowo nazywanej „małą” Teresą), która patronuje bosym nowicjatom. Święto naszej niezwykłej siostry obchodzone jest 1 października i zazwyczaj to jest czas nowicjackich zabaw, w tym roku w naszym klasztorze termin został przesunięty wyjątkowo ze względów organizacyjnych. Dzień nowicjacki przebiegał pod hasłem Moje niebo – poznawałyśmy jak wyobrażała sobie niebo św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Nowicjat utworzył śliczną gablotkę okolicznościową na ten temat, obecnie można ją obejrzeć na furcie naszego klasztoru. Były też niebiańskie przysmaki od małej Teresy, nieco muzyki, a pod wieczór dzieliłyśmy się tym, czym dla nas samych jest niebo. A czym jest ono dla Was?

27 października, w łączności z całym krajem, przeszłyśmy na czas zimowy, radośnie korzystając z możliwości dłuższego spania w tym dniu.

 

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
60 0.13930583000183