Kronika

28 lutego 2019

Styczeń - luty 2019

We wspomniany Nowy Rok prąd nam wyłączono (od 10.00 do 16.00), zapewniając klimat bardziej stajenkowy, coś jakby świeckie przedłużenie Bożego Narodzenia. Klimat nie tylko dla nas oczywiście, ale i dla sporej części okolicy. Pracowników Energii otoczyłyśmy spontaniczną modlitwą, w której pragnienie by pracowali jak najszybciej mieszało się ze współczuciem, że zaraz po Sylwestrze zostali wyrwani do roboty.

Zimową porą modlimy się za wszystkie ekipy umożliwiające normalne funkcjonowanie wsi i miast – np. za osoby pracujące przy odśnieżaniu dróg… Generalnie życie na wsi uświadamia nam potrzebę szeregu posług, o których w mieście nie miałyśmy pojęcia. M.in. od długiego czasu (zimą i latem) pomaga nam Pan zajmujący się profesjonalną eksmisją szerszeni (i nie tylko). Choć lubimy zwierzęta, ptakom pozwalamy budować gniazda na belkach domu, rybki w stawie dokarmiamy, króliki ratujemy jako i jeże (a nadto własne zwierzaki hołubimy) lecz na szerszenie wraz z osami otwarte nie jesteśmy, zwłaszcza, że niektórzy z nas uczulenie posiadają. A przecież trzeba pilnować, żeby była odpowiednia liczba sióstr do przyszłego erygowania! Żartów nie ma. Więc Pan od Szerszeni przyjeżdża i nam pomaga. Ostatnio pomógł nam również z eksmisją, hmmm, szczura post mortem. Do gryzoni zasadniczo nic nie mamy, o ile żywią się na kompoście – zdarza się, że po otwarciu klapy kompostu jest się ochrzanianym przez oburzoną nornicę – w sumie racja, co tak komu przerywać posiłek i jeszcze na głowę coś wyrzucać. Kiedy jednak gryzonie zbyt daleko posuwają się w kontakcie i wchodzą na strych lub w ściany kontenera mieszkalnego – mówimy radykalne STOP. Komunikat wyrażamy w postaci: kota, polującego psa oraz, niestety, trutki. Niestety, jakiś szczurzy uparciuch trutki nie zjadł (albo za mało), a wszedł pomiędzy ściany kontenera mieszkalnego, tam się zaklinował i dokończył żywota. Później nastąpiły procesy, które za zewnątrz ujawniły się niezwykłym smrodem, skutecznie uniemożliwiającym gościom mieszkanie w kontenerach. Gdybyśmy gości nie lubiły, to byłoby jakieś rozwiązanie, ale że lubimy, to niezbyt wyszło. Więc Pan od Szeszeni, posiadający i takie umiejętności i odpowiedni sprzęt, wydobył post-szczura, zapewniając pomieszczeniu odpowiednie warunki atmosferyczne. Dziękujemy!

Od początku roku kontynuujemy wysiłki zmierzające do odrestaurowania przydomowej oczyszczalni ścieków. Nowe przepisy, nowe rozwiązania, brak starych pieniędzy – tak generalnie można by to ująć. Jednak dzięki pomocy kolejnych życzliwych fachowców oraz mega-cierpliwości i nadprzyrodzonej determinacji naszej Siostry odpowiedzialnej za budowę, chyba doszliśmy do rozwiązania akceptowalnego dla wszystkich stron. Ostatecznie wdrażać je będziemy wiosną, gdyż do zamarzniętej ziemi i najżyczliwszy specjalista i najbardziej zdeterminowana siostra – nic nie wkopie.

Geodezyjne rozrywki wciąż trwają, ale przed monotonią chronią nas rozrywki, jakby to ująć, ekologiczno-zwierzęco-graniczne. Jak wiadomo, ekolodzy odtwarzają populację wilków, między innymi i w naszej okolicy. Jak dotąd traktowałyśmy te doniesienia na równi z bajką o Czerwonym Kapturku. Przestałyśmy jednak. Pewnego styczniowego wieczoru, dramatyczne rżenie naszych koni sprawiło, że we trzy znalazłyśmy się na podwórku (w tempie światła choć było ciemno), z latarkami w ręku i dramatycznym pytaniem w oczach: „Gdzie koń, jeden i drugi? Co się stało?”. Do rżenia jesteśmy przyzwyczajone i po brzmieniu rozróżniamy już wiele końskich raportów: „Nudzi mi się” „Daj jeść”, „Pić mi się chce” „Pobaw się ze mną” i inne. Ale TO rżenie nie było podobne do żadnego wcześniejszego. Końskie opiekunki przywołały swoich podopiecznych. Podopieczni w świetle latarek wyglądali na całych i zdrowych, ran kłutych, ciętych i szarpanych brak, także zwichnięć nie było ani problemów z kopytkami. Tylko potulni ci Milusińscy jacyś, jak nigdy, mówiący „Weź mnie na rączki” (700 kilo każdy, ale i 700 kilo pragnie troski). Siostry przeprowadziły konie na „ich” część terenu, dały siana do paśnika, a konie nic, tylko „weź mnie na rączki”. Zadzwoniłyśmy do Pana Weterynarza (wieczór późny, człowiek święty) i od słowa do słowa usłyszałyśmy, że konie mogły przestraszyć się wilków, które realnie występują w naszej okolicy. Można je (znaczy się: konie) trochę uspokoić i tyle. No więc uspokajamy, uspokajamy, przy pomocy przemawiania czułym głosem, drapania po grzywie oraz i nade wszystko – przy pomocy suchego chleba (mającego znane właściwości uspokajające). Ciężko nam było te wystraszone konie zostawić, ale całej nocy na pastwisku nie spędzimy. Pozapalałyśmy światła w Klasztorze (żeby oświetliły koński teren) i z duszą na ramieniu, oraz prosząc Aniołów o pomoc, poszłyśmy spać. Rano konie były całe fizycznie, aczkolwiek z widocznym nadszarpnięciem zdrowia psychicznego. W celach prewencyjno-zaradczych obeszłyśmy teren i okazało się, że spore drzewo z lasu przewróciło się na płot klauzurowy, tworząc wygodną promenadę dla wszelakiego zwierza pragnącego dostać się do środka. A odcisków łap na śniegu było co niemiara, nasze psy węszyły jak oszalałe. Najprawdopodobniej, wilki goniły za jakim zającem lub innym posiłkiem i wpadły do nas na chwilę. Na szczęście koni nie zaatakowały. Ale co ze zwalonym drzewem i rozwalonym płotem? Kolejna noc tańczącego z wilkami? Na szczęście Pan Bóg miał nas w swojej opiece i przysłał do Klasztoru jednego z naszych ojców (tatę jednej z sióstr). Tato Ryszard wziął piłę spalinową i wspólnymi siłami zabezpieczyliśmy teren prowizorycznie acz solidnie (była to sobota). W poniedziałek przybyli z odsieczą leśnicy, uporządkowali co trzeba oraz sprawdzili całe nasze ogrodzenie. Okazało się, że wiele słupków przegniło i wymaga wymiany, czego trzeba będzie dokonać w swoim czasie.

Czeka nas również generalny remont kontenerów mieszkalnych (już bez szczura). Od jakiegoś czasu ze smutkiem zauważałyśmy, że zapada się podłoga oraz przecieka dach. Pod koniec lutego przyjechali fachowcy i co dało się zrobić „od ręki”, to zrobili. Jednak jeżeli nie podejmiemy dalszych napraw, stracimy możliwość przyjmowania gości (rekolektantów, rodzin, bliskich…).

Renowacja u nas nie tylko materialna ale i duchowa – nasza siostra w formacji początkowej (ale na etapie bardzo zaawansowanym) została dopuszczona do odnowienia profesji na kolejny rok. Cieszymy się!

Ani wszelakiego rodzaju prace, ani wszelakiego rodzaju radość nie zabezpieczyła nas przed grypą. Pochorowałyśmy się prawie wszystkie, grzecznie ustępując miejsca jedna drugiej. Tak się udawało, że zawsze miał kto iść do kuchni oraz na oficjum do chóru – aczkolwiek wymagało to znacznej elastyczności i szczypty heroizmu (o którym przez skromność nie piszemy więcej). Z powodu „choroby” musiałyśmy odwołać siostrzaną wizytację Naszej Matki z Orłowa. W sumie nieźle świadczy to o naszych wzajemnych relacjach (skromność skromnością, ale coś powiedzieć trzeba), że nie chciałyśmy zarazić grypą ani Naszej Matki ani – za jej pośrednictwem – całej orłowskiej Wspólnoty. Ufamy, że wizyta odbędzie się pod koniec marca.

Lawirując między chorobami, udało się nam także wziąć udział w wydarzeniu ogólnozakonnym – w dniach 22-25 luty, w Gietrzwałdzie, odbyło się kolejne spotkanie Przeorysz i Delegatek naszej Prowincji w sprawie Federacji. Zostały podjęte kolejne kroki przybliżające do założenia potrzebnych struktur.

Jak widzicie, Drodzy Przyjaciele, akcji u nas sporo. Zakon kontemplacyjny z pewnością nie jest przybytkiem bezczynności. Dziękujemy Wam za obecność i pomoc wszelakiego rodzaju (wsparcie radą, żywnością, potrzebnym sprzętem, umiejętnościami, także finansowo). W ten sposób wspólnie wędrujemy. Jak mogliście przeczytać, od lata czekają nas poważne remonty oraz dalsza rozbudowa Klasztoru. Radość z rozbudowy, ulga, że da się coś zrobić ze starzejącym się obejściem (jak ten czas leci, przecież wszystko było nowe!), miesza się nam z obawami finansowymi oraz personalnymi (erygowanie). Zapewne jak i w Waszym życiu, to, co jasne, miesza się z tym, co ciemne. Nadzieję wlewa w nasze serca fakt, że [Ojciec, który jest w niebie] sprawia, że słońce wschodzi dla złych i dobrych i zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych (Mt 5, 45). Choć słowa te można rozumieć wielorako, czasem przypominają nam one, że Bóg wschodzi nad złymi i dobrymi rzeczami w naszym życiu, nad naszą siłą (sprawiedliwością) jak i jej brakiem, więc w tym wszystkim nigdy nie pozostajemy sami. U progu Wielkiego Postu życzymy Wam z całego serca doświadczenia Wielkiej Obecności Boga.

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
64 0.1486189365387