Kronika

21 grudnia 2017

Wrzesień - grudzień 2017

Drodzy Przyjaciele, Bliscy i Wszyscy, Którzy Zaglądacie na naszą stronę internetową, witamy ponownie, po tradycyjnej (w naszym wykonaniu), zbyt długiej przerwie. Cieszymy się, że możemy się z Wami spotkać, na chwilę zwalniając maratoński bieg dnia codziennego. Opowiemy co działo się u nas w ostatnich miesiącach. A działo się sporo, zarówno w wymiarze personalnym, jak i zwierzęcym oraz rzeczowym (budowlanym).

Pod koniec sierpnia pochowałyśmy naszą starą kocicę Piranię. Rzecz jasna, zdajemy sobie sprawę z różnicy pomiędzy bytem osobowym (człowiekiem) a zwierzęciem, jednak to nie przeszkadzało nam smucić i popłakać się po stracie naszego futerkowca. Miała swoje humory i trudny charakter ale towarzyszyła nam od lat, wiele razem przeszłyśmy, po kociemu ufała nam i lubiła nas, a my ją. Jednak w naszym wiejskim gospodarstwie potrzebna jest ochrona przeciw-gryzoniowa. Więc po kilku dniach zdecydowałyśmy się na wzięcie kolejnej kocicy. Mamy w zwyczaju, że bierzemy zwierzaki ze schroniska. Kocica Roxy przyjechała ze schroniska w Pasłęku. Jest piękną, młodą kotką, o czarnym umaszczeniu z białymi „skarpetkami” i „apaszką” pod szyją. Ma też białe futro na brzuchu, co wygląda tak, jakby nosiła gatki. Niestety, okazało się, że była chora na koci katar i przez kilka tygodni trzeba było ją leczyć. Wkrótce jednak odzyskała wigor i zdrowie – jest silna i żywotna, przejawia charakter kota bojowego, bardziej lubiącego polowania niż głaskanie. Oswaja się z nami, lubi wspólne zabawy (bojowe) i nigdy nie ma nic przeciwko temu, jeśli się ją karmi.

We wrześniu zapadła decyzja na płaszczyźnie personalnej, iż Siostra przebywająca u nas od roku „dla rozeznania sprawy”, dołączyła na stałe do naszej suchochuckiej drużyny. Ponieważ Siostra posiada uzdolnienia i wykształcenie muzycznie, jest szansa, że wszystkie pięknie zagramy melodię dalszej przyszłości. Obecnie jest więc nas w Suchej Hucie 8 sióstr.

Także we wrześniu, inna Siostra, od początku odbywająca formację w naszej Wspólnocie, opuściła pielesze nowicjatu i weszła w mikrokosmos zgromadzenia. Być może niewiele Wam to mówi, ze względu na specyficzne słownictwo zakonne. Jest to jednak bardzo ważny moment karmelitańskiej drogi każdej z nas. Po przejściu do zgromadzenia, zmieniają się prawa i obowiązki, siostra wchodzi w długi lecz bezpośredni etap przygotowania do złożenia ślubów wieczystych.

Z kolei z początkiem października dołączyła do nas na trzy miesiące Ewelina. Rozpoczęła aspiranturę czyli pobyt wewnątrz Wspólnoty, zaplanowany po to, aby móc z bliska przyjrzeć się realiom naszej Wspólnoty i rozeznać, czy chciałoby się żyć w taki sposób. Oczywiście, jesteśmy fantastyczne ale z jakiś dziwnych powodów, nowo przybywające osoby mogłyby uznać, że mamy wady, dlatego preferujemy proces stopniowego oswajania z sytuacją. Ewelina wytrzymała nasze towarzystwo i wniosła do niego swoje dobro. Obecnie (połowa grudnia), przygotowuje się do zaplanowanego wyjścia. Niezależnie od tego, jak dalej potoczy się Jej historia, cieszymy się ze wspólnie spędzonego czasu, ufając, że będzie on owocował w przyszłości.

W Klasztorze odbyłyśmy warsztaty osobistego rozwoju (aby pomóc sobie w trudnej sztuce przyjmowania siebie jak i innych). Dotąd miałyśmy 3 sesje (ostatnią we wrześniu). Uczymy się wzajemnego, otwartego dialogu, wzajemnego przyjmowania naszych zróżnicowanych wrażliwości, a także wglądu w samego siebie.

Elementem naszego wszechstronnego rozwoju jest szeroko pojęta twórczość, szczególną wprawę mamy w jej budowlanej wersji. Od jakiegoś czasu planujemy dalszą budowę naszego Klasztoru. Dopóki jednak kaplica nie była skończona, nie było mowy o czymś jeszcze. Teraz jednak mowa się zaczęła. Być może dziwi Was to, że znowu chcemy budować – dlatego dzielimy się naszym punktem widzenia. Potrzebujemy kolejnego skrzydła Klasztoru, z tego powodu że, po pierwsze, przybywa nas. Wymaga to kolejnych cel mieszkalnych. Jak wiecie, ze względu na klauzurę, żyjemy stale ze sobą, na miejscu. Przez wiele godzin dnia, zarówno na modlitwie, jak podczas pracy i rekreacji, przebywamy razem. Dla zdrowia psychicznego potrzebujemy też chwil oddzielenia i fizycznej samotności. Kilka elementów nam to umożliwia: duży teren klauzrowy, świetny do spacerów, przestronna kaplica i – zapewnione w tradycji karmelitańskiej – osobne, indywidualne cele. Tymczasem zaczyna ich brakować. Przy zwiększonej liczbie sióstr także pomieszczenia gospodarcze stają się zbyt ciasne i małe (np. kuchnia i pomywalnia). Potrzebny jest większy refektarz (obecnie zaczynamy się ćwiczyć w tym, jak spożyć posiłek, nie odrywając łokci od tułowia, respektując prywatność sąsiadki). Drugim zaś powodem, dla którego chcemy kontynuować budowę, są, jakby to powiedzieć, postępujące procesy biologiczno-czasowe. Otóż – nie wiemy, czy uwierzycie – ale starzejemy się  Na razie jesteśmy sprawne i w dobrej formie, ale nie będzie tak zawsze. W Karmelu staramy się zapewnić domową opiekę siostrom starszym i chorym. Oczywiście, o ile trzeba, przebywają w placówkach leczniczych ale jeżeli tylko się da, staramy się żeby były w domu, w swojej wspólnocie, otoczone opieką i towarzystwem sióstr. Aby było to możliwe, potrzebujemy wybudować infirmerię (pomieszczenie gdzie np. można zmieniać opatrunki, przeprowadzić badania lekarskie itd.), przygotować cele na parterze (eliminując konieczność pokonywania schodów), zaopatrzone w łóżka dogodne dla osób obłożnie chorych albo leżących przez większość czasu, potrzebujemy łazienki umożliwiającej pielęgnację chorej siostry (pielęgnację albo samodzielną albo przy pomocy innej siostry), łazienki dostosowanej do tego, aby poruszać się w niej na wózku inwalidzkim, aby nie stanowiła bariery architektonicznej dla osoby o bardzo ograniczonych możliwościach ruchowych. Gotowe są już projekty architektoniczne dalszej budowy. Jednak droga do ich realizacji zapowiada się długa i trudna. W dodatku, zanim rozpoczniemy budowę lokalową, potrzebujemy utworzyć drogę dojazdową i przeciwpożarową wokół Klasztoru, co stanowi warunek bez którego nie dokona się odbiór techniczny całości zabudowań. Konieczna jest też rekonstrukcja ogrodzenia, pozwalająca na zachowanie klauzury i usprawnienia szlaku komunikacyjnego z częścią gościnną w Betanii. Zgodnie z suchohucką tradycją, trwamy w poszukiwaniu funduszy. Jako pierwsi, występując w roli Zwiastunów Dobrej Nowiny wsparli nas Bracia Karmelici z Domu Generalnego.

Dobrymi Zwiastunami okazali się też Panowie, którzy zwieźli siano dla naszych koni. Najpierw zgodzili się przechować towar u siebie (my nie mogłyśmy tego zrobić z powodu przedłużającej się budowy szopy). A nadto zdeterminowali się, aby pomóc nam wtoczyć ciężkie baloty na miejsce. Zarówno my jako i nasze kopytne jesteśmy bardzo wdzięczne. Konie zjadają trawiasty cymes ze średnim entuzjazmem (ponieważ lato było bardzo mokre, nie było szans aby siano nabrało pełni aromatu). Entuzjazm jednak wzrasta proporcjonalnie do spadku temperatury otoczenia i pojawienia się śniegu.

W połowie października obchodziłyśmy kolejną rocznicę formalnego rozpoczęcia suchohuckiej fundacji, co jest nierozdzielnie złączone z uroczystością Naszej Św. Matki Teresy od Jezusa. Z tej okazji spotkałyśmy się na siostrzano-braterskiej rozmowie z Braćmi z Drzewiny, z którymi wspólnie modlimy się i świętujemy. Ojciec Piotr z Drzewiny odprawił nam także mszę św. w uroczystość św. Jana od Krzyża.

W tym roku, świętowałyśmy też z radością jubileusz jednej z naszych Sióstr, obchodzącej 60 urodziny. Rodzina Jubilatki przysłała wspaniały tort, wykwintny tak w wyglądzie jak i w smaku. Byłyśmy zdziwione, ponieważ wydawało się nam, że jest to niemożliwe, aby tort bez szwanku przejechał przez całą Polskę. Otóż, tort faktycznie nie musiał być pancerny – można go było zamówić w pomorskiej cukierni z odległego miejsca w Polsce. I tak oto udogodnienia internetowo-kurierskie wpływają na karmelitańskie jubileusze.

Świętowałyśmy też – skromniej – imieniny nas wszystkich z okazji Wszystkich Świętych. Dzień później urządziłyśmy tradycyjną procesję podczas której modlimy się w intencji zmarłych (braci i sióstr, rodziców i krewnych, przyjaciół i dobrodziejów, zmarłych kapłanów oraz za wszystkich zmarłych, szczególne tych, o których nikt już nie pamięta). W tym roku trasa całej procesji przebiegała na dworze (w obrębie klauzury), więc ze wszystkimi nawiedzającymi cmentarze dzieliłyśmy uroki zimna i mżącego deszczyku.

Przed rozpoczęciem Adwentu, zgodnie ze zwyczajem, odwiedzali nas nasi bliscy. Jedni z nich przyjechali z psem, dzięki czemu nasze czworonogi Sezam i Dżek też mogły ucieszyć się towarzystwem dostosowanym do własnego poziomu. Na tym nie koniec akcentów zwierzęcych, aczkolwiek trzeba przenieść się w obszar innego gatunku i przeznaczenia. Siostra opiekująca się rybami, złowiła w naszym małym stawku swojego podopiecznego – wyhodowała dużego i smacznego karpia.
Chociaż w Adwencie zasadniczo nie przyjmujemy gości oraz nie spotykamy się z odwiedzającymi w rozmównicy, udało się nam zarazić paskudną grypą i od początku grudnia toczymy bój z wirusem i osłabieniem.

Jednak pewne wydarzenie poderwało niektórych z łoża boleści, a kto na nim nie leżał, poderwało go z miejsca gdzie stał. 19 grudnia przywieziono i zamontowano w naszej kaplicy nowy ołtarz wraz z ambonką i świecznikiem. Są one marmurowe, w jasnym, piaskowym kolorze, wykonane na zamówienie, zgodnie z naszym projektem. Nasz wieloletni Dobrodziej i Przyjaciel Wspólnoty uiścił rachunek. Chociaż to wydawało się zupełnie nierealne, święta Bożego Narodzenia będziemy obchodzić przy nowym wystroju liturgicznym, na większą chwałę Pana!

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
60 0.1204719543457