Kronika

31 sierpnia 2019

Czerwiec - Sierpień 2019

 

CZERWIEC – SIERPIEŃ 2019

Z początkiem czerwca, niejako rykoszetem wobec wspólnotowej przygody z nowymi formami formacji permanentnej, nasza siostra z nowicjatu skorzystała z możliwości wyjazdu formacyjnego do Klasztoru w Orłowie, pozwalającego z bliska i na dłużej (3 tygodnie) przyjrzeć się wspólnocie macierzystej, a wiec korzeniom rodzinnym.

Nowości formacyjnych ostatnio u nas sporo, więc przy odprawianiu Nowenny przed Zesłaniem Ducha Świętego sięgnęłyśmy po tradycyjne formy. Wigilijną mszę św. odprawili Bracia z Drzewiny o godzinie 18.00.

Wspólnie z Braćmi (życie rodzinne najwyraźniej kwitnie) obchodziłyśmy Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. Po mszy św. wyruszyliśmy tradycyjnie w procesję do czterech ołtarzy przygotowanych wcześniej przez siostry wewnątrz klauzury. Jezus w Najświętszym Sakramencie przechodził przez nasze łąki i zagajniki, miejsca gdzie na co dzień pracujemy, zbieramy zioła, grzyby, poziomki, uprawiamy ziemię, podczas rekreacji chodzimy na spacery. Specyfiką tegorocznej procesji była wyjątkowo upalna pogoda więc wspólnie z Braćmi roztapiałiśmy się w słońcu, ale daliśmy radę. Na odjezdnym Bracia – zgodnie z życzeniem – dostali zamrożony tort, a my skromnie zadowoliłyśmy się lodami. Najchętniej byśmy się nimi obłożyły.

Koniec czerwca był formacyjnie świetny, udało się połączyć to co nowatorskie z tym co głęboko tradycyjne. Połączenia dokonał ks. Grzegorz Strzelczyk, ponownie pokazując nam jak atrakcyjna intelektualnie i głęboko duchowa może być refleksja teologiczna, która nie boi się konfrontacji z odkryciami współczesnej nauki (np. neurobiologią) oraz z tym, co nowe w kulturze. Pokazująca jak ze spokojem, odwagą, z ciekawością i szacunkiem można patrzeć na to, co wokół nas nie tracąc własnej duchowej tożsamości. Tym razem „na tapetę” wzięliśmy tematy związane z antropologią chrześcijańską. Były też bardzo ciekawe wątki związane z sakramentologią. Ciąg dalszy nastąpi w październiku!

Po intensywnej formacji rozrywałyśmy się odpoczywając przy ognisku. Były też zwyczajowe odwiedziny-rodziny i cały korowód życia codziennego.

W lipcu było głęboko, gdyż po raz kolejny udoskonalaliśmy naszą oczyszczalnię ścieków.

Kocica zaś nasza dała się poznać – zapewne nie po raz ostatni – jako zwierzę nietuzinkowe. Po deszczowej nocy spędzonej na polowaniu, zachorowała na mega-katar. Pani Kotka była chora i leżała w łóżeczku. Przyszedł Pan Doktor „Jak się masz koteczku?” po czym okazało się, że nasze zwierzątko należy do grupy 30% kotów mających w sobie wirusa, sprawiającego, że od czasu do czasu pojawia się mega-katar. Wyleczyć całkowicie się nie da, ale zapewnić długie okresy zdrowia już tak. W lipcu kocica dostawała antybiotyk, a przy tym robiła wszystko, aby odmówić przyjmowania tego skromnego daru. Jako rekompensatę dostawała co prawda swoje ulubione „saszetki”, lecz starała się nas przekonać, że same „saszetki” w zupełności by wystarczyły.

Do końskich naszych pobratymców przyjechał z regularną wizytą Pan Podkuwacz, celem pielęgnacji kopyt. Kopytni trzymają się dzielnie, na zawsze już jednak muszą mieć porcjowaną żywność. W czasie rozkwitu łąki jest to dla nich wyjątkowo bolesne, bo pachnie i rośnie wszędzie na około. Opiekunki starają się miłosiernie przesuwać pastuch, tak aby od czasu do czasu na końskim terenie pojawiły się trawiaste cymesy. Jeśli tego nie zrobią, zdesperowani Kopytni przeskakują przez pastuch i zaczynają zabawę Jak w najkrótszym czasie nachapać się jak najwięcej trawy. To niewyobrażalne jak koń potrafi szybko jeść. I tymczasowo ogłuchnąć na wszelkie nawoływania.

Jako że w lipcu już na dobre rozkręcona jest pora wakacyjna, były odwiedziny rodziny. Przyjeżdżają rekolektanci i osoby na dni skupienia. Obchodziłyśmy także imieniny jednej z nas.

W połowie miesiąca miałyśmy jeszcze jedne odwiedziny, które wyjątkowo podniosły nam adrenalinę. O świcie (jeszcze przed pobudką) dały się słyszeć w pobliżu okrzyki wskazujące na upojenie alkoholowe. Jesteśmy wyczulone, bo od czasu do czasu za płotem zdarzają się libacje. Nagle warkot silnika (dużej maszyny) i huk rozwalanej bramy wjazdowej, odgradzającej teren klauzury dobitnie wskazał, że spokoju nie będzie. Na podwórko klasztorne wjechał traktor, który następnie skręcił na dalszą część terenu, rozwalając przy tym kolejne przęsła siatki ogrodzeniowej. Zatrzymał się „na środku” klasztornej łąki, ktoś w pojeździe pozostał, a jeden mężczyzna wraz z dużym psem zaczęli chodzić po terenie. Jedynie pies wyglądał na trzeźwego. Z oddali trudno było ocenić poziom agresji całej kompanii, zważywszy na staranowanie bramy nie wyglądało to dobrze. Zwyczajnie bałyśmy się, nie wiedząc co Panom strzeli do głowy jeśli chodzi o pomysły na spędzanie czasu u nas. Na rozeznających powołanie naprawdę nie wyglądali. Zadzwoniłyśmy na policję, która przyjechała po godzinie. I tu myli się każdy, kto sądzi, że to dlatego, że funkcjonariusze zwlekali. Jak dowiedziałyśmy się, skąd musieli jechać, było jasne, że w niedzielny poranek pobili rekord trasy. Po prostu bliżej nie było nikogo na służbie z racji braków kadrowych w policji. W międzyczasie Panowie z Traktora rozwalili jeszcze kawałek płotu, lecz stan upojenia nie pozwolił im oddalić się z miejsca zdarzenia. Zostali spisani przez policję, która wdrożyła przewidziane prawem postępowanie. Pies natomiast okazał się najłagodniejszym stworzeniem na świecie, schodzącym wszystkim z drogi, nie nakarmiłyśmy go tylko dlatego, że obawiałyśmy się, że się do nas przywiąże. A z trzecim psem już nie dałybyśmy rady w naszej wesołej menażerii.

16 lipca, jedno z najważniejszych świąt karmelitańskich: Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, obchodziłyśmy razem z naszymi Braćmi z Drzewiny. W czasie mszy św. szkaplerz karmelitański przyjął siedmioletni Edmund z Pruszcza Gdańskiego. Bracia wspięli się na szczyty pedagogiki, przyjaźnie i serdecznie zwracając się co rusz do swojego małego brata i angażując go we wszystkie możliwe akcje liturgiczne.

Zaś w drugiej połowie lipca miałyśmy Wielką Rekreację z racji tego, że nasza Przełożona „wyszła” ze swoich Wielkich Rekolekcji. To ciekawe, ile rzeczy w naszym małym Karmelu jest wielkich. Główną rozrywką rekreacyjnego dnia był obiad i kolacja pod namiotem. W zasadzie nie była to rozrywka, w każdym razie, nie czcza jedynie. Testowałyśmy bowiem lekki namiot, który nabyłyśmy drogą kupna z okazji zbliżającego się Dnia Rodzica. Dotąd bowiem wynajmowałyśmy namiot ogrodowy, ale jest coraz większy kłopot z jego rozkładaniem (nasi Rodzice nie mają już siły). Sprzęt zaś, który nabyłyśmy, potrafimy rozłożyć nawet same, jest lekki, a przy tym dostatecznie zapewniający cień, ochronę przed słońcem lub lekkim deszczem.

Potem był już tylko dzień skupienia, parę spraw codziennych po drodze, wyjazd w sprawach służbowych jednej z Sióstr do Orłowa i lipiec minął…

Sierpień rozpoczęłyśmy bardzo miłymi odwiedzinami rodziny, która zasiliła nas potrzebnym sprzętem kuchennym (o jadle nie wspominając). A następnie Pan Weterynarz zasilił nas swoją poradą i lekami, tym razem dla psa-seniora Dżekusia. Jak wiadomo, stare psy są wspaniałe i uczą nas, że wszystko się da, tylko powolutku! Świetne są też opowieści Pana Weterynarza o przyrodzie. Czego to Stwórca nie wymyślił! Przyrodniczych opowieści można słuchać bez końca, są lepsze niż kanał w telewizji.

Sierpień jako całość bogaty był w odwiedziny-rodziny (a w otrzymane dary – jeszcze bogatszy). Dla niektórych „stety”, a dla niektórych „niestety” obfitował też w upał. W gorącej więc atmosferze, w ostatni sierpniowy weekend, odbył się nasz tradycyjny Dzień Rodzin. Poszerzamy nieco jego formułę, tak aby pomieściła zarówno krewniaków „z krwi i kości” jak i krewniaków „z wolnego wyboru” dzielących z nami życie codzienne. M. in. była nasza Pani Doktor, cierpliwie lecząca choroby fizyczno-mistyczne, jak i Seniorzy Rodu sąsiadów ukochanych i zawsze gotowych do pomocy. Goście mogli balować od samego rana czyli od mszy św., zaś po południu spotkałyśmy się z nimi w rozmównicy. Naocznie mogłyśmy się przekonać się dobrej i serdecznej atmosferze jaka panowała pomiędzy nimi.

Na koniec chciałyśmy się podzielić informacją, która w pewnej mierze zrewolucjonizuje nasze dotychczasowe życia, aczkolwiek jest zwyczajową praktyką zakonną. Pod koniec sierpnia otrzymałyśmy oficjalne pismo z domu macierzystego, w którym Przeorysza informuje nas, że do 15 października dokona się zmiana zarządu i formatorek w naszej Wspólnocie. We wspólnotach karmelitańskich, które są autonomiczne, taka zmiana dokonuje się co trzy lata w drodze demokratycznych wyborów. We wspólnocie nieautonomicznej czyli takiej jak nasza, zmiany dokonuje – zgodnie z najnowszymi przepisami zawartymi w Cor orans – Przeorysza domu macierzystego. Może tego dokonać bez konsultacji, jednak Nasza Matka poprosiła nas o wyrażenie opinii, co do kandydatek mogących w najbliższym czasie podjąć posługę władzy.

Prosimy więc o modlitwę za naszą Wspólnotę w tym ważnym dla nas etapie zmiany. Z naszej strony obiecujemy niezmiennie pamiętać o Was: naszych bliskich, przyjaciołach i sympatykach (co tam, serdecznie modlimy się także za naszych nieprzyjaciół, choć z nieco większym trudem). Być może także jesteście w jakimś ważnym procesie zmian, albo myślicie o jego podjęciu albo też cieszycie się dobrą stabilizacją. W każdej z tych sytuacji obecność Boża potrafi wnieść wiele.

 

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
65 0.16742491722107