Kronika

31 maja 2019

Marzec - Maj 2019

 

MARZEC – MAJ 2019

O tradycyjnej przerwie w zamieszczaniu kolejnych odcinków naszej Kroniki nie ma już co pisać, Czytelnicy wiedzą jak jest. Generalnie, słowo nie nadąża za wydarzeniami, te ostatnie dzieją się szybko i licznie, a słowo jak to słowo, ma swój własny rytm w pojawianiu się. Haniebne jest wystawianie czytelniczej cierpliwości na tak wielką próbę, więc bijemy się w karmelitańskie piersi. A z drugiej strony, Karmel ze swoim wyłączeniem ze światowego biegu spraw, z rezygnacją ze współczesnych komunikatorów (i innych sprzętów) czasem przypomina Jurassic Park i nijak w dynamikę szybkich, internetowych wpisów się nie wpisuje. Za to pogadać można z tym co na pozór skamieniałe. O ile samemu się nie skamienieje czekając na newsa w Kronice. To po prostu inny park jest. Tymczasem skamielina dała radę skoordynować w końcu pewien odcinek „akcji” i „nazwy” toczących się u nas.

Na początku marca nasza Siostra w formacji początkowej zdecydowała się prosić Wspólnotę o dopuszczenie do złożenia pierwszych ślubów czasowych. Prośba została przyjęta i zapadła decyzja o ślubach. Jako, że rytm u nas nieśpieszny, zadość-czyniący wymogom prawnym jak i ludzkim (kto, kiedy może przyjechać), śluby – w maju. Zgodnie z nowymi wytycznymi Watykanu, pierwszą profesję składa się na trzy lata (przez długi czas składałyśmy na rok). Wraz z zapadnięciem decyzji, rozpoczęły się przygotowania – wysyłanie zaproszeń do najbliższych bliskich, rozsyłanie prośby do Karmeli obydwu prowincji z prośbą o modlitwę za sponsę (siostrę składającą śluby) no i oczywiście rozstrzyganie jakie kwiaty zamówić na wianek oraz co z menu. Inne sprawy marca potulnie ułożyły się w cieniu tego wydarzenia, sprawy codzienne i zwyczajne – modlitwa, spowiedź, goście, naprawy, pranie…

Za to kwiecień zmusił nas do przełajowego truchtu. Otóż, „zadział się” długo planowany remont Betanii – naszego „domku” dla gości. Przy czym ekipę remontową tak ujął klimat naszego wiejskiego obejścia, że najwyraźniej postanowiła (owa ekipa) urządzić sobie niekończący się piknik na świeżym powietrzu, luźno związany z pracą. Pewne rozumienie dla potrzeby odpoczynku mamy, jednak jeszcze większe zrozumienie prezentowałyśmy wobec potrzeby wyremontowania naszego kontenera. Do tego współczułyśmy domniemanej choroby alkoholowej fachowców, jednak przekonane jesteśmy, że skuteczna forma leczenia jest inna niż klin klinem. W efekcie, siostry pilnowały pracowników jak cebry, dzieląc ten czas na udzielanie merytorycznych uwag oraz pielęgnowanie betanijnego ogródka. Jest to najstaranniej wypielęgnowany ogródek jaki mamy od lat. Mocodawcy ekipy remontowej też przybyli nam z odsieczą i ostatecznie uzyskaliśmy bardzo ładny efekt w rozsądnym czasie i cenie. Potem jeszcze kilka dni intensywnego sprzątania po remoncie… potem jeszcze siostra kołowa (odpowiedzialna za przyjmowanie gości) uszyła kolorowe obrusiki (materiał od jednej z naszych mam), przygotowałyśmy nowe zasłonki, narzuty na łóżka… i gotowe! Obecnie (środek sezonu wakacyjnego) pławimy się w „ochach” i „achach” nad naszą pięknie wyremontowaną Betanią.

Rozmaite akcydensy przydarzały się nam w kwietniu często, gęsto i miłe: weterynarz uwielbiany przez nasze zwierzaki przybył z regularną wizytą i „czymś na odrobaczenie”. Merdaniu ogonem oraz nastawianiu psiego i końskiego ucha nie było końca. Kocica dała wyraz swej aprobaty przez to, że nie pogryzła.

Odwiedził nas także Nowicjat z Karmelu w Gnieźnie (będący w przejazdach formacyjnych), nikt nikogo nie pogryzł, jak miałybyśmy ogony, niewątpliwie bardzo byśmy nimi machały.

Dotarł do nas brykiet z ... Ukrainy, bo najtańszy. Oznacza to hektolitry ciepłej wody oraz przyjazną temperaturę wnętrz zimową porą. Dotarła do nas także wielka paka pełna prezentów od Przyjaciół z Niemiec. Przyjaznych o każdej porze roku. Dotarły do nas paczki od bliskich z Polski.

Najśmieszniejsza rzecz wydarzyła się zaś w pewien wtorek, wcześnie rano. Otóż, jeszcze przed pobudką (co oznacza, że było przed 5.30) naszą Przełożoną obudził warkot samochodu. Wychynęła przez okienko, patrzy – samochód do przewozu śmieci. A tak, tak, przecież jakoś mieli odebrać. Po czym proces myślowy zaszedł błyskawiczny, że przeca nie wystawiły my koszy na śmieci za bramę klasztoru, zajęte zwyczajowo „czymś innym” (czy Państwu też zdarzają się napady tej choroby? Bycie zajętym „czymś innym” jak akurat trzeba było zrobić „to a nie tamto” oraz absolutna niezdolność do bilokacji? Ani do ogarnięcia pamięcią?!). Przełożona była jednak zdeterminowana (jak przegapimy „odbiórkę” to nie wyrobimy ze śmieciami), więc postanowiła się nie poddać (wprawę ma, bo to Przełożona), założyła swój strój, jak na normalnego człowieka to kompletny, ale jak na karmelitankę, to paru warstw brakowało i pognała targać kontener ze śmieciami: wielki, żółty i wypakowany. Targa, targa, już dotargała pod bramę… aż tu nagle potrzeby poznawcze ją ogarnęły i zaczęła przyglądać się śmieciarce. Przygląda się, przygląda… no obca śmieciarka, nie „nasza”! A to jeden z naszych Tatów, pracujący w przedsiębiorstwie oczyszczania innego miasta, przyjechał z drewnem na opał oraz prowiantem „przy okazji”. Chociaż generalnie mu się spieszyło, miał okazję obserwować, jak Przełożona, głucha na dzwonki domofonu oraz gestykulację ręczno-mimiczną, śmiga po podwórcu jak struś pędziwiatr, z kontenerem na śmieci w objęciach. Chwilę trwało, zanim doszli do porozumienia (w sensie: Tato, Przełożona i pojemnik na śmieci w tle). Tato drewno zrzucił na podwórko, przysmaki zostawił i w atmosferze ogólnej wesołości on udał się do pracy, a my na modlitwę (anegdotka zamieszczona na życzenie Głównej Bohaterki).

Potem było już poważniej. 18 kwietnia rozpoczynało się Wielkie Triduum Paschalne, odprawiane przez zaprzyjaźnionych prezbiterów obydwu diecezji (gdańskiej i pelplińskiej): ks. Tomasza, ks. Andrzeja i ks. Wincentego.

 

Aż nadszedł maj i jak mówi bajka, szumiał gaj… Szumiał ślubnie: 12 maja nasza Siostra Złożyła swoją Pierwszą Profesję Zakonną. Złożenie ślubów jest publiczne, co oznacza, że dokonuje się podczas mszy św. Mszy św. przewodniczył Ojciec Delegat Wojciech OCD, przybyli też zaprzyjaźnieni ze Sponsą inni kapłani: o. Serafin oraz ks. Piotr. Obecni byli goście – najbliższa Rodzina i Przyjaciele. Msza św. odbyła się po południu. Po niej zaprosiłyśmy Gości do (wyremontowanej!) Betanii na ciasto oraz kanapki, które pracowicie „kulałyśmy” przez pierwsze pół dnia, w poczuciu odnoszenia sukcesu kulinarnego. Sukces faktycznie odniosłyśmy. Goście (Mama, Ciocie i Babcie), obdarowali nas pysznym ciastem, tortami ślubnymi, nie mówiąc już o całej furze prezentów dla Sponsy.

Z czasem nasz majowy gaj zaszumiał wzmożonymi potrzebami formacji permanentnej. Pod koniec maja ponownie przyjechał do nas o. Wojciech OCD wraz z Naszą Matką (Przeoryszą Klasztoru w Gdyni Orłowie, któremu prawnie podlegamy). Była to wizyta robocza, związana z posługą władzy, jaką pełnią nasi Przełożeni. Upewniła nas w decyzji o podjęciu intensywnej pracy w ramach formacji permanentnej. Od końca maja siostry po ślubach wieczystych naszej Wspólnoty uczestniczą w spotkaniach formacyjnych mających na celu lepszą wzajemną komunikację oraz bardziej realistyczne niż dotychczas postrzeganie tego, co wspólnie robimy. Dzięki zaangażowaniu i życzliwości Prowadzących, spotkania mogą odbywać się na miejscu w Klasztorze (inaczej byłyby dla nas niemożliwe). Dziękujemy wszystkim osobom zaangażowanym w pracę z nami.

W ten to roboczy sposób uczciłyśmy w tym roku „Dobrego Pasterza” (nasz sucho-hucki zwyczaj nakazuje czcić Przełożoną w Niedzielę Dobrego Pasterza czyli w 4 niedzielę Wielkanocną), poniechawszy wyrazów bardziej jubileuszowych w formie.

BOSO W SIECI

Czyli kronika on line

BAJKI I FRASZKI

Tylko dla małych

WIRTUALNA WYCIECZKA

Zapraszamy na wirtualną wycieczkę
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
65 0.17412686347961